http://www.gazetagazeta.com/2016/11/hanal-pixan-czyli-pierwszy-dzien-dni-zmarlych/
http://www.pangeamagazine.com/one-suitcase-tarnowski/
http://www.pangeamagazine.com/roza-livonian/
http://www.pangeamagazine.com/photo-collection/
http://www.pangeamagazine.com/maria-nowotarska-women-emigrants/
http://www.pangeamagazine.com/mrs-maria-zascinska-aids-charity-dumplings/
http://www.pangeamagazine.com/polish-trio-find-success-mexican-sun/
http://www.pangeamagazine.com/winnica-podolian-katyn-movie-preview-to-father/
http://www.gazetagazeta.com/2016/01/taniec-z-kulami/
http://www.gazetagazeta.com/2015/11/ludzie-pogranicza/
Podolski Katyń
AUTOR: BEATA GOŁEMBIOWSKA OPUBLIKOWANE: 12 sierpień, 2014                                                                  W KATEGORII: HISTORIA MAŁO ZNANA, KANADA


Diana Skaya, urodzona w Armenii pół Polka, pół Armenka, przyjechała do Kanady, do Montrealu w wieku pięciu lat, razem ze swoją matką - Gienią i ciocią - Aliną Bandrowską. Obie siostry urodziły się w Winnicy, na terenie obecnej Ukrainy. Winnica leży blisko Kamieńca Podolskiego, znanego Polakom z “Trylogii” Sienkiewicza. A samo Podole, Kresy - któż o nich nie słyszał! Tak bardzo wryły się w polską historię i kulturę. Przechodziły przez różne ręce, aż w końcu zostały nam odebrane na zawsze, lecz ślady polskości są w nich wyryte tak mocno, że pożogi wojen nie były w stanie ich zatrzeć.

Po zakończeniu I wojny światowej Winnica została po stronie Związku Radzieckiego. Zostali w niej też Polacy, nie wyobrażający sobie życia gdzie indziej, niż na swoich Kresach, lub ci, którym nie udało się uciec do Polski. Zwycięzcy komuniści zaprowadzali swój porządek na tych ziemiach, lecz mimo okrutnego jego żniwa, Polacy zachowywali swoją tożsamość, z którą musieli się coraz bardziej kryć. Aż przyszedł czas stalinowskiego Wielkiego Terroru. Objął on również i Winnicę. Tylko w jej rejonie aresztowano w latach 1937 -1938 20 tys. Polaków i Ukraińców. W więzieniach NKWD poddano ich torturom, zmuszając do przyznania się do bycia “wrogiem narodu” lub szpiegiem na rzecz Polski. Na 13 475 z nich wykonano wyrok śmierci, jakże charakterystycznym dla Sowietów - strzałem w tył głowy. Ciała pomordowanych grzebano po kryjomu, nocą, tak, aby ślad po zbrodni nigdy nie wyszedł na jaw.
więcej
Wywiad z Dianą Skayą i Lilianą Komorowską, reżyserkami krótkometrażowego filmu - “Ojcu”, opartego na prawdziwej historii.

Na przełomie czerwca i lipca 2014 roku dwa opuszczone, zrujnowane domy leżące w miasteczku Rawdon, w Quebecu, przeobraziły się w siedziby polskiej rodziny z Podola. To tutaj został nakręcony film “Ojcu” reżyserii Diany Skayi i Liliany Komorowskiej.

Marzyciele z Meridy
AUTOR: BEATA GOŁEMBIOWSKA OPUBLIKOWANE: 18 JUNE, 2014                                                                                     W KATEGORII: PIĘKNY JEST TEN ŚWIAT


- To ci, którzy sprzedali dwa domy i kupili ruinę w Meksyku - szepnął mi ktoś do ucha, wskazując palcem siedzącą w kącie parę. Miało to miejsce w Vancouver, podczas małego spotkania towarzyskiego. Prawie nikogo na nim nie znałam, bo byłam jeszcze “nowa” wśród Polonii Vancouverskiej - mieszkałam w tym pięknym mieście zaledwie od kilku miesięcy. Zaintrygowana przekazaną mi wiadomością, podeszłam bliżej do Haliny i Edwarda - “wariatów”, według licznych opinii. No bo kto przy zdrowych zmysłach przeprowadza się na stałe z Kanady do Meksyku? I jeszcze podobno do jakiejś ruiny?

Piszę ten artykuł w Casa de Ambar, moim i Mariusza domu, znajdującym się w Meridzie, w dzielnicy Santiago, tej samej, w której leży Casa de Pescador, dom Haliny Mickiewicz i Edwarda Bębenka. Po wspomnianym wyżej spotkaniu zostaliśmy zaproszeni przez “wariatów” do ich już sprzedanego domu w Vancouver. Pokazali nam zdjęcia świeżo nabytej posesji, która rzeczywiście nas przeraziła. Nie podzielaliśmy zachwytów przyszłych Meksykanów nad urodą mozaiki przykrytej gruzem, czy sufitów wzmacnianych metalowymi szynami. Halina z zapałem opowiadała, jak dom będzie wyglądał, a ja patrzyłam na nią z politowaniem.

Rok później pojechaliśmy w odwiedziny do Haliny i Edwarda. Był to mój pierwszy pobyt w Meksyku. W lutym 2008 roku opuściliśmy mroźną, zaśnieżoną Kanadę i po wylądowaniu w Cancun z rozkoszą wdychaliśmy upalne powietrze, zachwycając się tropikalną roślinnością. Po czterogodzinnej podróży do Meridy stanęliśmy przed Casa de Pescador. Z zewnątrz dom wydał nam się dość skromny, lecz od razu wpadły mi w oko przepięknie kute kraty na oknach i drzwiach. Natomiast po przekroczeniu progu nie było końca zachwytów.
  więcej
Pomiędzy Hollywood a Polską
AUTOR: BEATA GOŁEMBIOWSKA OPUBLIKOWANE: 21 MARCH, 2015                                                                                                            W KATEGORII: KULTURA


Rozmowa z Markiem Proboszem, aktorem teatralnym, telewizyjnym i filmowym, reżyserem, scenarzystą i pedagogiem, odtwórcą roli rotmistrza Pileckiego w spektaklu telewizyjnym “Śmierć rotmistrza Pileckiego” (dzisiaj 21 marca Ambasada RP w Ottawie zorganizowała pokaz tego filmu i spotkanie z aktorem - relacja w “Gazecie” wkrótce).
Beata Gołembiowska: W Polsce, jeszcze za czasów komuny, Twoja kariera rozwijała się w bardzo dobrym kierunku, grałeś w teatrze główne role, uznani reżyserzy angażowali cię do filmu i telewizji…

Marek Probosz: Nigdy nie zastanawiałem się kim chcę zostać jak dorosnę. W wieku 6 lat otrzymałem rolę Błazna w “Księżniczce na ziarnku grochu” Christiana Andersena i od tamtego czasu, od chwili kiedy stanąłem na scenie Teatrzyku Baśni w Żorach, poczułem, że w światłach rampy odnalazłem swoje miejsce na ziemi. Kostium i filozofia błazna przylgnęły do mnie na całe życie. Po siedmiu latach teatralnej przygody, przesiadłem się na wyścigowy rower, porwała mnie nowa pasja - kolarstwo! Zostałem czterokrotnym Mistrzem Śląska w juniorach i kiedy wydawało się, że pójdę w ślady Szurkowskiego, Szozdy, Gawliczka, odstąpiłem od zdrowego rozsądku i zapragnąłem powrócić na scenę. Moja droga usłana była cierniami. Nie dostałem się na studia do Państwowej Wyższej Szkoły Teatralnej w Krakowie, a to oznaczało, że musiałem uciekać przed wojskiem. Zaszyłem się jako instruktor kulturalny w Ochotniczym Hufcu Pracy na Śląsku, stamtąd trafiłem do Teatru Lalek w Będzinie, gdzie zagrałem Muminka. Za lalkowym parawanem nikt nie mógł mnie zdemaskować, a jednocześnie nie traciłem kontaktu z żywym widzem i z teatrem. Przy kolejnym poborze musiałem zmienić adres, zatrudniłem się jako maszynista sceny w krakowskim Teatrze Słowackiego, tam również nie musiałem się pokazywać na scenie. Grano Hamleta, każdego wieczoru podawałem mu spod sceny czaszkę królewskiego błazna Yoricka. W podziemiach teatru starszyzna maszynistów grała w karty, piła wódkę i prześcigała się w opowiadaniu sprośnych kawałów, a ja, młody wrażliwiec, z każdym przedstawieniem coraz bardziej w Hamlecie odnajdywałem własne rysy. Cały dramat znałem już na pamięć. Gdy po północy zamykano teatr, zakopywałem się wśród dekoracji tak dobrze, że nikt nie zauważał. Wtedy stawałem się Hamletem, zapalałem reflektory wykrzykując “Dania jest więzieniem!”, brałem czaszkę i grałem do pustej widowni, “Szubienica jest mocniej zbudowana niż kościół”, ciąłem zatrutym floretem powietrze “Masz, zwyrodniały, przeklęty morderco”
. więcej
Gazeta - Toronto, Kanada
P.O. Box 29526
377 Burnhamthorpe Rd E
Mississauga ON L5A 3Y0
HISTORIA
Autor: Beata Gołembiowska - PANGEA MAGAZINE Data: 17th Lipiec 2014
W jednej walizce - Zamiast kościoła
Fragmenty wywiadu z Anną hrabiną Wodzicką, z domu księżniczką Sapieżanką, jedną z bohaterek książki-albumu „W jednej walizce” opowiadającej o polskiej arystokracji na emigracji w Kanadzie.
W 1944 roku, kilka dni po ucieczce z obozu jenieckiego, mój ojciec Eustachy książę Sapieha, został złapany przez oddział niemiecki i poprowadzony w nieznanym kierunku. Obawiając się o swoje życie, obiecał Bogu, że jeśli ocaleje, to wybuduje kościół w swoich rodzinnych stronach pod Grodnem.

Dopiero wiele lat po wojnie, w dalekiej Kenii, postanowił wypełnić przyrzeczenie, lecz nie mając pieniędzy na budowę kościoła, w ogrodzie koło domu wybudował własnoręcznie kapliczkę.  To w niej stanęłam na ślubnym kobiercu z Frankiem Wodzickim.

Mój dziadek, Eustachy Jan książę Sapieha, w 1939 roku trafił do Łubianki, gdzie przesiedział rok z wyrokiem śmierci. Na szczęście, generał Anders wybronił dziadka i powierzył mu funkcję koordynatora Czerwonego Krzyża na polskie obozy we Wschodniej Afryce
. więcej
Pozostałe linki:
http://www.gazetagazeta.com/2016/11/hanal-pixan-czyli-pierwszy-dzien-dni-zmarlych/
Hanal Pixan w języku Majów oznacza “pokarm dla dusz zmarłych”. Tradycyjnie w Meridzie Dni Zmarłych są obchodzone przez 3 dni i zaczynają się 28 października. Już na tydzień przed Hanal Pixan wprowadzają w jego atmosferę odbywające się na różnych placach Meridy występy artystów noszących “kościotrupie maski”.

Jeszcze cztery lata temu to święto było celebrowane w ścisłym gronie rodzinnym, w specjalnie na tę uroczystość starannie posprzątanych mieszkaniach. Według wierzeń, jeśli tego dnia dom nie będzie  img_6445należycie przygotowany, dusze zmarłych pojawią się w nim, aby w porządkach wyręczyć gospodarzy. Wieczorem, przy suto zastawionym stole zbierają się członkowie rodziny ubrani w tradycyjne stroje, a w najbardziej widocznym miejscu stoi nastrojowo oświetlony płomieniami świec ołtarzyk ze zdjęciami zmarłych. Pomiędzy nimi są ustawione gliniane naczynia z potrawami.
Los Días de Los Muertos w Meridzie stolicy Jukatanu
Wyślij do mnie emaila
Odwiedź mój blog
Licznik wystartował
12 marca 2015
Copyright © 2014 by StudioBiM  ·  Webmaster - Mariusz Wasilewski  ·  E-Mail: mariuszwas@gmail.com
AUTORKA - WSPÓŁPRACA
WYDAWNICTWA AUTORKI
PORTALE LITERACKIE
BLOGI LITERACKIE